niedziela, 28 kwietnia 2013

Trochę inny zwykły dzień

Wczoraj przydarzył mi się kolejny zwyczajny a jednak w jakiś sposób wyjątkowy dzień. To był kolejna już weekend, w którym zatroszczyłam się szczególnie o siebie. Nic nie zapowiadało, że ten dzień będzie wyjątkowy czyli trochę inny niż zwykle. To był dzien jakich wiele, ale okazał się w końcu dniem szczególnym. Trochę popracowałam nad sobie, starałam się sluchać uważnie siebie i innych. Potem była przerwa podczas, której pozwoliłam sobie na to by sprawić sobie drobną przyjemność i zjeść czekoladową muffinkę i cieszyć  się jej smakiem. Potem była jeszcze chwila pracy nad sobą i powrót do domu. Kolacja. Następnie pojechałam na mszę do kościoła a ponieważ miałam poczucie, że miniony czas dobrze wykorzystałam przyszłam na mszę z intencją, że to będzie moje dziękczynienie Bogu i wyglądało, że właściwie będzie podobnie jak w każdą niedziele, ale tak się nie stało. Nie przewidziałam tego, bo choć już wtedy miałam więcej radości niż zwykle nadal ten dzień przypominał inne dni. A potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Na początku mszy padło zdanie, że jeżeli dobrze wsłuchamy się w liturgię Słowo to pojawi się w nas złość czy to na Słowo czy na Boga, może rozczarowanie sobą, niezadowolenie z siebie , czy poczucie winy i to będzie znak, że dobrze się wsłuchaliśmy, otworzyliśmy się na Słowo. Wywołało to niepokój i włączyło " sygnał alarmowy", bo zapewne będzie to trudne Słowo i trudna do przyjęcia homilia a tego raczej nie lubię. Potem jeszcze kapłan dodał, żebyśmy nie przejmowali się emocjami tylko dobrze je przeżyli to znaczy byśmy to przeżyli z Bogiem. Powiedziałam więc dobrze, zrób Panie, co tylko chcesz a ja będę dziękować za to, co już się stało. I to była bardzo mądra decyzja.Wysłuchałam liturgii Słowa, homilię i nie stało się nic, co by zniszczyło tą moją radość, to, co było we mnie wcześniej. Nie było to tak proste, bo rzeczywiście przykazanie miłości jest trudnym zadaniem i przypomniały się sytuacje gdy zawiodłam, gdy mi zabrakło miłości, ale w tym wszystkim był pewien pokój. Nie było wtedy łez, nie pojawił się smutek, który by wywrócił wszystko do góry nogami i sprawił, że radość czy jakiś taki pokój i poczucie, że to był dobrze przeżyty dzień. Trochę się jeszcze działow międzyczasie do momentu gdy piszę te słowa. Jakaś rozmowa z siostrą, krótka z mamą, zmaganie z komputerem, kolacja, rozmowa w sieci z koleżanką i porządki. Kończę już dzień, plany na wieczór nie do końca wyszły, bo nie zrobiłam wszystkiego, co zaplanowałam, ale kończę dzień z radością, której w takiej ilości już dość dawno nie odczuwałam. Kończę  i patrzę z nadzieją, co przyniesie dzień jutrzejszy, jak uda się wyjazd majowy. Pisząc te słowa ufam, że jutro będzie kolejny poniedziałek, który będzię bardzo podobny do innych poniedziałków, ale inny, bo przeżyty trochę inaczej. Życzę wszystkim Wam drodzy czytelnicy takich dni jak mój wczorajszy dzień-, które różnią się od innych dni tylko tym alb,o aż tym, że inaczej przeżywa się powtarzalne od czasu do czasu sytuacje akceptując, że jest tak jak jest, bo to daje radość i pewien pokój, bo liczy się całość a nie pojedyncze bolesne czy trudne wydarzenie, które mówi tylko, że jesteśmy ludźmi a to, żaden powód do złości i karania siebie. Ciekawe jest w tym wszystkim, że ja zaczęłam mszę z myślą, że będzie to moje dziękczynienie Bogu a pewnym kluczem do homilii i Ewangelii, o którym mówił wprost sam kapłan było uczenie się uwielbiania Boga w każdej sytuacji także w zdradzie czy innych bolesnych i trudnych dla nas sytuacjach, bo można albo uwielbić Boga w tym, co się dziej, co nas spotyka lub wyjść i poszukać "mieczy" czy " kijów" by wrócić i zaatakować Pana Jezusa i Go zdradzić czy ukrzyżować.

środa, 24 kwietnia 2013

Na szczęście...

Dzisiaj na jednej ze stron promujących duchowość ignacjańską przeczytałam propozycję ćwiczenia polegającego na pójściu do kościoła czy kaplicy po to by przez 15, 30 czy 45 minut nic nie robić poza trwaniem przed Bogiem i zapisaniem jak się wtedy czuliśmy. Pomyślalam wtedy, czemu nie i postanowiłam, że tak zrobię. Niestety skończyło się tylko na postanowieniu, ponieważ jak tylko zajęłam dogodną pozycję do bycia obecną przed Bogiem w wyniku prośby pewnego pana wezbrała we mnie złość. Moją reakcją na to było wyjście z kościoła, bo chcialam tylko być a nie mówić o tym, dlaczego jestem zła. Potem jednak przyszła refleksja, że może popełniłam błąd w końcu Pan Bóg kocha człowieka takiego, jakim jest i ta złość by Mu nie przeszkadzała. Nie jest to pierwsza sytuacja gdy z jakiegoś powodu uznałam, że się z Bogiem nie spotkam na modlitwię czasem świadomie a czasem nie albo, że uznawałam, że do spotkania takiego nie doszło. Na szczęście Bóg jest cierpliwy i nie rezygnuje z człowieka nawet jeśli ten się długo nie odzywa do Niego lub odzywa się tylko po to by Go o coś prosić. Bóg też nie rezygnuje z człowieka gdy zamiast skorzystać z Bożej łaski człowiek mając poczucie, że ta łaska go przerasta, ponieważ dostrzegł, że z czymś sobie nie radzi lub, że bardziej sobie nie radzi niż myślał zaczyna się krytykować i mieć do siebie pretensje. Bóg wtedy nie obwinia, nie oskarża, ale robi wszystko by człowiek się nawrócił szanując przy tym jego wolność.
            Na szczęście Bóg jest cierpliwy, bo inaczej moje życie byłoby znacznie uboższe i mogę mieć pewność, że On nigdy mnie nie zostawi samej, ale będzie mnie wspierał w dobrym. Dobrze, że jest On cierpliwy także dlatego, że ja z cierpliwością mam problem a tak mogę się jej uczyć  od Niego.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Bóg jest dobry

Bóg jest dobry. Bóg kocha nas Miłością Miłosierną, która nie ma granic. Bóg będąc Miłością pragnie jako nasz najlepszy Ojciec uzdrawiać nasze zranienia i uczyć nas patrzec na siebie i innych oraz na to, co nas spotyka tak jak On to widzi. Jednak by tak się stało musimy się zgodzić na to by On nas wprowadził ponownie do miejsc i sytuacji w naszym życiu, których nie lubimy, które najchętniej byśmy się pozbyli z naszej historii, w których siebie nie znosimy. Niestety czasem Bóg musi się bardzo postarać byśmy pozwolili Mu wejść do ciemnych zakamarków naszej duszy nawet gdy trwanie przy swojej ocenie tego,co się stało sprawia, że cierpimy, ponieważ tak bardzo się przyzwyczailiśmy do pewnej wizji, że wolimy cierpieć bez sens, oskarżać się i żyć przez małe " ż" zamiast uczyć się Żyć od Życia czyli od Boga. Wiem, bo sama tego doświadczyłam i nadal doświadczam. Na szczęście Bóg jest cierpliwy i nigdy z nas nie rezygnuje. Właśnie teraz Pan Bóg pokazuje mi w sposób szczególny jak bardzo mnie kocha.Otóż...
 Mniej więcej rok temu doświadczyłam poważnego kryzysu w relacji z kimś dla mnie bardzo ważny. Musiałam w związku z tym podjąć kilka trudnych decyzji włącznie z tym czy w ogóle z tej relacji nie zrezygnować, bo sobie nie radziłam. Na szczęście w odpowiednim momencie myślę, że dzięki pomocy Pana Boga spotkałam mądrych ludzi, którzy przekonali mnie, że lepiej będzie jak mimo trudności będę budować z tą osobą relację. Na pewno dużo też dała mi postawa osoby, z którą zbudowałam tamtą relację. Z czasem zaczęło się w tej relacji lepiej układać. Nie było to może proste, ale część problemu została rozwiązana. W pewnym momencie uczucia, które była dla mnie problemem się skończyły a nawet gdy były trudne momenty potrafiłam podjąć przemyślaną decyzję zamiast ulegać impulsom. Byłam zatem przekonana, że sprawa została już właściwie zamknięta, ale bardzo się w tym niestety myliłam. Przekonałam się o tym w piątek, kiedy pod wpływem Słowa z Pisma Świętego, które rozważałam wróciły obrazy z przeszłości i uczucia wobec siebie i wobec tej osoby, które mi towarzyszyły wtedy. Na początku uważałam, że skoro takie rzeczy się pojawiły w mojej głowie to znaczy, że spotkałam się tylko ze sobą. jednak tak nie było. Odkryłam jeszcze tegos amego wieczoru, że On był w tym obecny, by mi pokazać, że to trzeba uzdrowić a rozmowa, którą potem się odbyła wyglądała zupełnie inaczej gdyby Bog tam nie był obecny. Podziękowałam  za to Bogu i próbowałam oddać, ale wcale nie przyjęłam tej parwdy. Chciałam po prostu by to zabrał, by to już nie bolało, ale tak się nie da. On się nie poddał na szczęście i skoro wtedy tego nie przyjęłam to dzisiaj ponownie mi o tym przypomniał. Bóg mnie nie zostawił, nie pozwolił by to zostawić i "zamieść znów to pod dywan", dlatego mogę powiedzieć, że jest Dobrym Bogiem, Dobrym Pasterzem. Mam też  nadzieję, że już niedlugo będę w stanie Panu Bogu oddać z całego serca wszystko to, co się wiąże z tamtą sytuacją i dokona się uzdrowienie rany, jaką mi ona zadała. Bóg jest Dobrym Pasterzem, dlatego wiem, że jeśli się Mu zawierzę to On poprowadzi mnie po właściwych ścieżkach i uzdrowi ranę, jaką zostawiło, to co się wtedy stało w moim sercu.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Inspiracja I: Miłosierdzie

Na początek inspiracja Tomaszem Mertonem, który napisał w jednej ze swych książek, że tylko ten może doświadczyć miłosierdzia, kto jest gotowy zanieść je swemu najgorszemu wrogowi.
 Pragnę iść za tym i być miłosierna wobec wszystkich włącznie ze mną.