niedziela, 26 maja 2013

Życie to czas...

Dziś podczas kazania padły dwa moim zdanie ważne zdania, które już kiedyś słyszałam, ale warto je sobie od czasu do czasu przypominać, ponieważ łatwo o tym zapomnieć. Ojciec jezuita, który głosił wtedy kazania powoływał się na jakiegoś człowieka, który stwierdził, że ludzie bardzo łatwo przyjmują za prawdę, że życie jest przemijaniem. Natomiast bardzo trudno jest ludziom przyjąć, że życie jest czasem nieustannego rozwoju. Każda sytuacja, wydarzenie, spotkanie czy rozmowa zarówno ta, która jest przyjemna, wypełniona radością czy też ta, która stanowi jakiś dramat, jest trudna czy bolesna. Każda z nich może służyć naszemu rozwojowi pod warunkiem, że się na nie zgodzimy oraz, że zawierzymy swoje życie Panu Bogu.
   Zaufanie Bogu jest trudne, ponieważ my często w miejsce Boga umieszczamy na pierwszym miejscu nas samych, nasze relacje z innymi ludźmi, innych ludzi czy też różne rzeczy. Stawiając na miejsce Boga kogoś lub coś, co Bogiem nie jest wcześniej lub później przychodzi rozczarowanie i pokładana w nich nadzieja okazuje się zawodna. Oddajmy więc to wszystko, co nas spotyka, czym żyjemy, co jest dla nas ważne: nasze plany, aspiracje,emocje, innych ludzi czy wydarzenia Bogu nie po to by je nam zabrał, bo chcemy się ich pozbyć za wszelką cenę, ale by to przemienił tak by nam posłużyły do wzrostu. Chciejmy ty mój drogi czytelniku a także ja i każdy inny niż Ty gość na tej stronie by Bóg stopniowo "burzył" nasze nadzieje, abyśmy dzięki uciskom uczyli się coraz bardziej pokładać nadzieję w Bogu, bo tylko nadzieja, która wypływa z faktu, że Trójca Święta w nas zamieszkała i nieustannie nas kocha nie może nas zawieść.

wtorek, 21 maja 2013

Mimo wszystko kochaj

Człowiek, który nie umie rozmawiać i przebywać dłużej wśród członków swojej rodziny może wyjechać i zamieszkać na drugim końcu świata. Pracę, w której nie dogaduje się ktoś w pracy można zmienić. Gdy będziesz potrzebował samotności przyjaciel cię zrozumie i zapewni ci przestrzeń.Jest jednak jedna osoba. która będzie z tobą przez cały czas i choćbyś bardzo chciał póki żyjesz nie opuści cię ani na chwilę choćbyś bardzo tego chciał. Oczywiście tą osobą jesteś ty sam. Warto się zatem o siebie zatroszczyć i pokochcać siebie, bo bardzo trudno jest żyć z kimś kogo się nie kocha zwłaszcza jeśli jest się tą osobą.
    Ja mam osobiście z tym dużą trudność. Nie lubię siebie i tak do końca nie wiem, dlaczego we mnie jest tyle niechęci do siebie i tak mało miłości, że potrafię powiedzieć, że nie kocham siebie. Nie mam albo jeszcze nie odkryłam własnego talentu, który pozwoliłby mi na wybicie się. Nie cieszę się w jakieś  grupie szczególnym autorytetem. Jednak nie jest też bardzo źle. Kończę studia. Znalazłam kilku przyjaciół- poznałam ich dopiero na studiach, ale za to mam poczucie, że mogę na nich naprawdę liczyć. Rozwijam się. Ku mojemu zaskoczeniu byłam w stanie przejechać 90 km na rowerze z rzeczami na 4 dni w ciągu jednego dnia i nie opaść po tym zupełnie z sił. Od dłuższego już czasu poszukuję w moim życiu swoich mocnych stron i talentów i próbuję zmieniać to, co nie budzi mojego zadowolenia we mnie. I wiem z własnego doświadczenia, że najszczęśliwsze są chwile, kiedy nie myślę o swoich ograniczeniach, ale cieszę się z obecności ważnych dla mnie osób i pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa i kieruję się miłością wobec siebie. Warto siebie kochać mimo wszystkich swoich wad, porażek czy slabości, bo dajesz tylko to, co sam masz więc by kochać innych miłość do siebie jest potrzebna. kochaj także siebie, bo jesteś wyjątkowy i bywa, że to, co w sobie nie lubisz bardzo ceni sobie ktoś inny.
    Pamiętaj przy tym tego, czego ja się ostatnio uczę. Tą rzeczcą, o której mówię jest fakt, że miłość do siebie warto zacząć od akceptacji swojego charakteru i osobowości, ponieważ są one niepowtarzalne a poza tym o ile da się nauczyć nie doszukiwania się odrzucenia siebie w każdej uwadze kogoś innego albo zwracać większą uwagę na czyjeś uczucia to już nie da się zupełnie wyeliminować inpulsywności, wrażliwości na czyjąś krzywdę czy też postępowania według planu. I dobrze, bo gdyby się dało niektóre nasze cechy zupełnie wyeliminować to już nie bylibyśmy do sobą. Trzeba po prostu czasem sobie odpuścić, ponieważ często jesteśmy bardziej krytyczni wobec siebie niż trzeba.Prosty przykład. Jestem osobą impulsywną i dość porywczą i tego w sobie nie lubię. Nie wiem bowiem czy jakiś drobiazg nie sprawi, że podniosę głos albo zrobię coś głupiego. Wtedy też wbyt się nie zastanawiam. Bywam trudna i boję sie, że ktoś zerwie relację po jakimś wybuchu agresji. Jednak sytuacja wygląda tak, że moi najbliższi przyjaciele i osoby dla mnie ważne były nie raz już świadkami moich wybuchów złości czy smutku i chcą nadal spędzać ze mną czas i nie obrażali się, że tak reaguję. A skoro tak to także ja chcę przyjąć to, że nigdy nie będę oazą spokoju, ale będą reagowac dość impulsywnie. I to jest ok, bo ja taka jestem. Mogę uczyć się mówić o tym, co czuję zamiast działać pod wpływem emocji, ale nie zmienię się radykalnie i nie stanę się osobą, która kieruje się głównie rozumem.
    Na koniec chcę jeszcze napisać, że warto cieszyć się  drobiazgami i koncentrować się na tym, co dobre, bo zwykle takich momentów jest więcej niż nam się wydaje i nie warto jest się unieszczęśliwiać, ponieważ coś złego nas spotkało. Szkoda czasu i radości czy zadowolenia z dobrych i miłych chwil w ciągu dni tracić tylko, dlatego że jedna sytuacja była smutna, nie poszła po naszej myśli lub była dla nas trudna. Nie jest to łatwe zadanie i tego się uczę- ostatno miałam udaną niedzielę i się nią cieszyłam a potem byla jedna sytuacja, która dość znacznie odbiegała od moich oczekiwań i zepsuła mi dzień choć była tylko ulamkiem całego dnia.
Zadanie na najbliższe dni to uczyć się przyjmowania siebie ze wszystkimi cechami charakteru oraz koncentrowanie się na dobru i cieszenie się nim zamiast myśleniu o tym, co było trudne czy smutne.

środa, 15 maja 2013

Rzeczywistość zamiast iluzji.

Kilka dni temu dość banalna sytuacja pozwoliła mi zobaczyć, że często działam lub podejmuję decyzje kierując się nie tyle opierając się na tym, co rzeczywiście zaszło na iluzji. Dla mnie to odkrycie jest bardzo ważne, ponieważ dzięki temu mogę uczyć się działać mniej automatycznie na to, co mnie spotyka w życiu. Oczywiście nie ma niczego złego w tym, że działamy według pewnych schematów i wykonujemy wiele rzeczy automatycznie. Taki sposób działania ułatwia nam życie i pozwala właściwie funkcjonować, bo trudno sobie wyobrazić życie, w którym po obudzeniu się musielibyśmy zastanawiać się,  w jaki sposób wstać z łóżka, gdzie stoi puszka z herbatą czy też zastanawiać się, co czujemy do jakiejś osoby. Nie da się dobrze funkcjonować jeśli by się trzeba było nad każdą czynnością zastanawiać. Jednak nie można także przesadzić w drugą stronę. inaczej można utrudnić sobie bardzo mocno życie.
        W celu pokazania o, co mi chodzi użyje jako przykładu wydarzenia, o którym wspominałam. Sytuacja wyglądała tak, że wychodząc z kościoła ujrzałam idącą z naprzeciwka ważną dla mnie osobę, ale zamiast na nią zaczekać i przywitać się wyszłam na zewnątrz tego kościoła. Natomiast chwilę później stwierdziłam, że chce zobaczyć czy na tablicy ogłoszeń nie znajdę czegoś ciekawego więc wróciłam z powrotem do kościoła z myślą by tej osoby, o której pisałam nie spotkać, bo mogłaby według mnie uznać to za dziwne.Niestety czy na szczęście zdarzyło się, że spotkałam ją w przedsionku kościoła. Naturalne byłoby więc się z nią przywitać. ja zaś zamiast to zrobić wykonałam nietypowy i spontaniczny ruch rękami by wyrazić niezadowolenie, bo mój plan nie wyszedł. Mój gest nie umknął uwadze tej osobie, dlatego zapytała mnie, co to było po czym się ze mną przywitała. Fajnie by było jakby tak się to skończyło. Finał zaś był trochę inny. Skończyło się bowiem na tym, że uznałam jego powitanie za chłodne, chwilę się popłakałam nawet z tego między innymi powodu. Potem zaś zaczekałam na tą osobę by ją przeprosić za niewłaściwą reakcję by się przekonać, że ona nie czuje się w ogóle dotknięta ani nie uważa, że zrobiłam coś nie tak i że nic nie mogę jej zrobić.
        I tu dochodzimy do sedna. To nie była pierwsza tak sytuacja i za każdym razem a bywało, że robiłam gorsze rzeczy niż to ona nigdy nie czuła się dotknięta lub zraniona.Ja natomiast za każdym razem miałam poczucie winy i potrzebę by przeprosić za moje zachowanie. Oczywiście mogę uznać, że tak jest dobrze i działać tak samo przy najbliższej podobnej sytuacji. Tylko to nie ma większego sensu. Za każdym bowiem razem gdy działam podobnie jak wtedy doszukując się znaków odrzucenia mnie czy znaków potwierdzających, że nie jestem w porządku czuję się winna, jest mi źle, bo coś zrobiłam i niepokoję się o to, że będą problemy w relacji z inną osobą. Tracę w ten sposób czas oraz sprawiam, że moje życie jest mniej spokojne i radosne niż mogłoby by być i jeśli czymś niszczę relację to przepraszaniem za coś, czego faktycznie nie było i reagowaniem nieufnością czy złością lub zamykaniem się z powodu czegoś, co usłyszałam.Właśnie dlatego warto w takich sytuacjach się zastanowić i starać się słuchać to, co ktoś mówi słowami czy czynami starając się nie kierować swoimi wyobrażeniami. Warto żyć rzeczywistością a nie iluzją, ponieważ życie ma się tylko jedno i jest ono zbyt krótkie i ma zbyt dużo rzeczywistego smutku i cierpienia by odczuwać smutek czy cierpienie, bo wydaje nam się, że ktoś coś zrobił czy powiedział, co nie miało miejsca. Warto także żyć na ile da się tym, co jest a nie tym, co się wydaje, ponieważ tylko rzeczywistość może nas ubogacić i pomóc z większą radością i zrozumieniem przeżyć swe życie a karmienie się iluzją sprawia, że tracimy okazje do zrozumienia siebie, Boga i innych i zobaczenia, że życie nie ogranicza się tylko do tego, co najintensywniej do nas w danej chwili przemawia. Postanawiam więc działać bardziej świadomie by moje życie nabrało więcej kolorów i było radośniejsze oraz pełniejsze. Chce też bardziej cieszyć się relacjami, które mam więc wybieram rzeczywistość zamiast iluzji.

piątek, 10 maja 2013

Zaprzyjaźnij się z uczuciami

Wielu ludzi sądzi, że istnieją dobre uczucia jak radość, nadzieja, zachwyt i złe uczucia jak agresja, zazdrość, poczucie winy. Bywa też tak, że akceptowana jest złość czy smutek a rodość już nie. To zależy już od doświadczeń i wychowania. Tak naprawdę nie ma dobrych i złych uczuć, ponieważ wszystkie one stanowią przede wszystkim informację o tym, co się dzieje. Jedne z nich informują o tym, że coś lub ktoś dla nas ważny jest lub może być w niebezpieczeństwie. Nadzieja mówi, że nie wszystko jest stracone i z czasem będzie dobrze albo, że zmierzamy w dobrym kierunku. Inne jeszcze mówią, że coś straciliśmy. Nie ma zatem złych uczuć, bo każde z nich jest potrzebne. Złe lub dobre może być co najwyżej ich przeżywanie. Uczucia czy emocje jak już wcześniej napisałam są przede wszystkim ważnym źródłem informacji, dlatego nie można ich ignorować i mieć nadzieję, że sobie pójdą.
       W tym tygodniu otrzymałam bardzo ważną lekcję od Życia. Nie było to dla mnie nic zaskakującego, ale było bardzo ważne, bo łatwo o tym zapomnieć. Tą lekcją było przekonanie się, że kiedy pojawiają się silne uczucia szczególnie jeśli  są to uczucia, za którymi niezbyt przepadamy najlepsze, co możemy zrobić to zaprzyjaźnić się z nimi. Przez to zaprzyjaźnienie rozumiem nazwanie tego, co się czuje, zrozumienie lub choć próba zrozumienia, co je wywołało i wyrażenie ich pod warunkiem, że ma się jakąś kontrolę nad nim. Ja niestety zrobiłam inaczej i popełniłam w ten sposób błąd.
      W sytuacji, w której doszły do głosu silne uczucia złości, smutku , niepokoju i chyba poczucia winy zamiast spotkać się z tymi uczuciami i spróbować określić ich przyczynę zamknęłam się na możliwość ich wyrażenia, ponieważ ich nie lubię  i uważałam, że tylko to pogorszy sytuację. Efekt był taki, że przez ostatnie kilka dni spotkało mnie parę sytuacji, w których nie zostałam właściwie zrozumiana lub mi się tak wydawało i doznałam kilku przykrości świadomie i zupełnie nieświadomie uczynionych. Na pierwszy rzut oka nie wejście w dialog z uczuciami i te sytuacje nie mają nic wspólnego. Takie sytuacje zdarzają się od czasu do czasu bez względu na to jaką postawę przyjmujemy wobec uczuć. Jednak to jest tylko pierwsze wrażenie. Prawda bowiem jest taka, że za każdym razem po tym jak emocje ulegały osłabieniu miałam poczucie, że sposób w jaki je wyraziłam lub doświadczyłam był przesadzony w stosunku do znaczenia tej sytuacji. Stało się tak, dlatego że uczucia bedąc przekaźnikami ważnych informacji jeśli nie są dopuszczane do głosu " wybrzmiewają" w różnych sytuacjach do momentu gdy się  im przyjrzymy i ustalimy dlaczego się pojawiły i co możemy ewentualnie z nimi zrobić. Nie traktujmy więc żadnych uczuć jak wrogów, ktorych należy uciszyć lub zignorować to może sobie pójdą, ale uznajmy, że chcą służyć naszemu dobru i pozwólmy im się wypowiedzieć by nie urosły w siłę, która potrafi bardzo wiele relacji zniszczyć lub zranić. Chciejmy skorzystać z tego, co chcą  nam one dać.

sobota, 4 maja 2013

Zdecydować się mimo wątpliwości i przekroczyć siebie

Weekend majowy spędziłam  w Suchej na Pomorzu i w okolicy na terenie Borów Tucholskich. Wraz z kilkoma znajomymi poznawaliśmy tamtejsze rejony Polski jeżdżąc na rowerze. Dla mnie osobiście było to spore wyzwanie, ponieważ jeszcze nigdy nie byłam na tak długim rajdzie rowerowym a ludzie, z ktorymi byłam to już doświadczeni rowerzyści więc nie mogło być mowy o kilkunastokilometrowym trasach, ale kilkudziesięciokilometrowych. Nie zawsze było mi łatwo- były trudne momenty podczas jazdy po piaszczystych drogach czy choćby gdy trafiały się większe zniesienia, ale dałam radę. Szybko leciał czas i nadszedł ostatni dzień. Część osób zdecydowała się wrócić dziś a jak myślałam 2 a w końcu trzy oprócz mnie osoby postanowiły wrócić wczoraj na rowerach wraz ze wszystkimi bagażami z Suchej na Pomorzu do Torunia.Ja na początku nie chciałam wracać z nimi, ponieważ wiem, że 2 z nich to przyjaciółki a rzadko się widzą więc to dobry czas dla nich by podzielić się ze sobą różnymi wieściami. Poza tym bałam się jechać wraz ze wszystkimi bagażami na rowerze, bo nie mam super kondycji. Jednak gdy dzien wcześniej wieczorem doszło do ustalania planu dnia i kto kiedy i jak wraca jedna z nich uznała, że mogę z nimi wracać jeśli będzie mi tak wygodnie i że nie będę im przeszkadzać choć wiedziała, że mam slabszą niż one kondycję.Powiedzialy też, że jak będzie ciężko to odwiozą mnie na stację lub podpowiedzą jak się tam dostać.
             Postanowilam więc po krótkim namyślę, że spróbuję dojechać z nimi na rowerze i zobaczę po drodze jak mi się będzie jechać. I okazało się to świetnym pomysłem. Okazało się bowiem, że przekroczyłam siebie a przynajmniej te ograniczenia, które wydawało mi się, że mam. W końcu niepotrzebny okazał się pociąg a pogoda była cudowna i ta podróż dostarczyła mi mnóstwo radości.W prawdzie plecy mnie do tej pory trochę bolą, i dokuczają mi trochę nogi i tyłek od niewygodnego siodełka to wcale nie żałuję, że się zdecydowałam z nimi wracać. Po drodze nie było caly czas lekko i nie jedno wzniesienie było sporym wyzwaniem dla mnie zwłaszcza, że przerzutki nie działały do końca jak powinny, ale dotarcie do celu i niezapomniane widoki i wzajemne wsparcie sprawiły, że jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z mojej decyzji. Znowu okazało się, że stać mnie na więcej niż mógłby wskazywać brak wiekszego doświadczenia w jeździe na rowerze czy moje codzienne doświadczenie moich ograniczeń fizycznych. Nie mogę także wątpić po słowach jednej z współtowrzyszek tej wyprawy, że stać mnie kondycyjnie na dłuższą wyprawę rowerowa, w której jeździ się zazwyczaj z pełnymi sakwami. Warto czasem zaryzykować by przekonac się, że stać nas więcej niż myślimy, że jest w granicach naszych możliwości i że starczy nam sił nie tylko by osiągnąć jakiś cel, ale także by móc się zachwycać tym, co towarzyszy dążeniu do celu i nie upaść zupełnie z sił.choć myślimy, że to jest malo realne lub w ogóle niemożliwe do osiągnięcia.