czwartek, 28 maja 2015

Mój świat- Moje miejsce- Mój dom

W ostatni weekend byłam w Toruniu. To był bardzo dobry, ale też lekko zwariowany czas i bardzo z niego się cieszę. Dla mnie była to pewna kwintesencja dobrze przeżytego czasu ponieważ otrzymałam coś dobrego zarówno dla duszy, ducha jak i dla ciała.Wszystko zaczęło się w piątek wieczorem. Na początek ponieważ kościół akademicki Świętego Ducha i działające przy nim DA "Studnia" jest dla mnie miejscem szczególnym na mapie Torunia idąc do siostry, gdzie spałam trochę zboczyłam i przeszłam obok tego kościoła, gdzie spotkało mnie ciepłe przyjęcie tak ze strony ludzi z DA, z którymi spędziłam trochę czasu jak i od gospodarzy tego miejsca, czyli drogich Ojców Jezuitów, którzy zawsze przyjmują mnie jak miłego gościa i to było coś dla ducha. Potem czekała mnie niespodzianka w postaci książki kucharskiej od mojej siostry i  jej przyjaciółki. Na dobre zakończenie dnia zaś zostałam "porwana" na przepyszną kolację przez bliską memu sercu Elę by na zakończenie dostać 3 piękne róże a jakby tego było mało to po powrocie do domu dostałam smsa z informacją, że moja przyjaciółka przyjechała do Torunia, co było bardzo dobrą informacją i tak i mój duch i moje ciało dostały piękne prezenty tak na powitanie.
         Kolejny dzień zaczęłam od dostarczenia strawy dla duszy ponieważ poszłam na mszę z nauką rekolekcyjną przed Świętem Zesłania Ducha Świętego. Przed mszą i tuż po mszy czekała mnie strawa dla ducha  w postaci rozmów z życzliwymi i mniej lub bardziej bliskimi memu sercu ludźmi. Potem był krótki czas na wytchnienie. I kolejne miłe spotkania- najpierw z przyjaciółką, której już nie widziałam prawie 1,5 roku więc było to bardzo cenne spotkanie a potem z kilkoma ludźmi z DA przy lodach a radość ze spotkania urosła dzięki bardzo symbolicznemu prezentowi w postaci krzyża i pomocników w rozwoju duchowym. Po tym zaplanowanym spotkaniu czekał mnie jeszcze koncert uwielbienia, w międzyczasie miłe rozmowy ze znajomymi, którzy przyszli by go posłuchać i z moim dawnym duszpasterzem akademickim, któremu bardzo wiele zawdzięczam a jako zwieńczenie pięknej soboty była msza w toruńskiej katedrze, pieśni po mszy i powrót w towarzystwie bardzo, ale to bardzo życzliwych mi osób.
        Natomiast niedziela dała mi sporo dobra w postaci porannej mszy świętej, dobremu spotkaniu z moją rodziną, radości pewnego przechodnia, kilkunastu minutom pożegnalnym na rynku staromiejskim i krótkiej rozmowie z dawnym duszpasterzem i w na koniec dnia w radości z  tego, że bliska mi osoba z Gdyni nie musiała wracać sama z dworca.
 Jestem wdzięczna Bogu i tym wszystkim ludziom z Torunia za ten czas, za wszystkie rozmowy, spotkania, prezenty mniejsze i większe i te materialne i te duchowe i te w postaci choćby uśmiechu. Bardzo dobrze jest wracać do miejsca, w którym można czuć się jak u siebie, gdzie można spodziewać się ciepłego powitania i w którym niejedno się przeżyło. Myślę, że Toruń jest takim miejscem, które będzie zajmować szczególne miejsce w mym sercu, do którego będę chętnie wracać i o którym będę z radością nie raz opowiadać.
         Był to też czas szczególny ponieważ uświadomiłam sobie, że Toruń i DA "Studnia" to moje miejsce, to coś i to ludzie, do których chętnie wracam i którzy wiele dla mnie znaczą i to wiedziałam już wcześniej, ale odkryłam, że jestem tam gościem, że to miejsce, do którego się wraca, ale to nie jest mój dom ani moje miejsce na teraz. Teraz tym miejscem i domem jest Gdynia, DA "Ster", wspólnota WŻCh i kilka osób z Trójmiasta.Ten czas teraz i to wszystko, co się ostatnio działo w DA " Ster" mi top bardzo mocno pokazało. :-) Cieszę się, że tu, gdzie teraz mieszkam i żyję mam miejsce, do którego mogę z radością wracać i gdzie mogę liczyć na życzliwe przyjęcie mimo że a  może właśnie dlatego, że ostatnio przeszliśmy niełatwe chwilę. Bardzo dobrze, że jest DA "Ster" i że ma ono bardzo życzliwego i otwartego na Ducha Świętego duszpasterza w osobie ojca Czesława.

czwartek, 21 maja 2015

Mały promyk słońca

Jest pewne przysłowie " nie chwal dnia przed zachodem słońca", które ma być przynajmniej w moim odczuciu przestrogą przed tym by za szybko nie uważać czegoś za dobre albo uznawać dzień za dobry, bo może się okazać, że jest wprost przeciwnie. Ja zaś gdy patrzę na miniony już dzień i kilka innych to chciałabym rzec: nie przekreślaj dnia przed zachodem słońca i dodać jeszcze, że Bóg nad nami czuwa.
      Większość ludzi, która mnie trochę lepiej zna najpewniej wie, że nie należę do optymistów i raczej widzę świat w czarno-białych barwach z lekką domieszką szarości. Jednak od kilku lat, co jakiś czas na nowo odkrywam, że mam bardzo dużo szczęścia i że Bóg z pewnością troszczy się o mnie i co jakiś czas gdy gromadzą się wokół mnie burzowe chmury posyła małe lub większe promyczki dobra, które przebijają się pośród ciemnych chmur chociaż czasem trudno je dostrzec.
Choćby dzisiaj. To był w sumie dzień podobny do wielu innych, ale jakoś tak przez dłuższy czas, za co się nie brałam- czy był to obiad, czy rozmowa, czy też prezent coś szło nie tak i po tym wszystkim, zwłaszcza po kłótni chciałam już skreślić dzień. Potem jednak okazało się, że Bóg ma dla mnie w zanadrzu coś fajnego.Najpierw to było kazanie, które dało mi sporo radość. Akurat byłam wieczorem na mszy, na której główny celebrans opowiadał dzieciom, które przyjęły w niedzielę Pierwszą Komunię Święta o powołaniu.I zaczął od pytania do chłopaków o to, który piłkarz jest najlepszy. Zgłosiło się kilku chłopców. Ksiądz wybrał jednego, który powiedział, że to jest Ronaldo, Messi i Neymar. Na kolejne pytanie o to, który z nich 3 jest najlepszy chłopiec odpowiedział, że Ronaldo. Dalszy ciąg był taki, że kapłan poprosił dzieci by wyobraziły sobie, że są w domu. nagle ktoś do nich puka czy wręcz wali w drzwi. Pora jest wczesna wiec wiadomo, że to nie rodzice ani nikt znajomy. Dzieci otwierają drzwi i widzą, że to Ronaldo. Ronaldo mówi:" (Tu przerywnik- kapłan pyta chłopca, który odpowiedział na pytanie o imię- Mateusz), Cześć Mateuszu. Potrzebuję nowego członka mojej drużyny Czy się do mnie przyłączysz?. I co odpowiadasz/ Mateusz powiedział, że odpowiedziałby Ronaldo, że bardziej woli inny klub. Woli Barcelonę niż Real, ale od Messiego by przyjął zaproszenie.I to był ten pierwszy dzisiaj promyk słońca. Drugim okazała się kartka urodzinowa i filmik nagrany specjalnie na tę okazję, które w sumie były niespodzianką, bo już zdążyła przebiec mi przez chwilę myśl, że chyba jednak nic nie dostanę. Poza tym zaskoczyły mnie same życzenia, bo wspólnota sporo przeszła i sądziłam, że muszę bardzo się zmienić. Dzięki Wam jeśli to czytacie, bo to wielkie szczęście mieć Was po swojej stronie.
          A to tylko jeden dzień. Takich promyczków jest więcej.Jakiś czas temu jak miałam wyjątkowo fatalny dzień i cierpiałam przez zło, które wyrządziłam innym i też mój bardzo surowy osąd nad sobą to nagle odezwała się koleżanką z gimnazjum z pytaniem, co u mnie i prośbą o przebaczenie za to, że czasem mi dokuczała.Innym razem jak było mi źle to przyjaciółka jako jedyna to dostrzegła, wzięła mnie na spacer i łaziliśmy po Toruniu dopóki nie poczułam się trochę lepiej. Takie większe promyczki to rozmowy z moimi stałymi spowiednikami, którzy starają mi się, na ile mogą pomóc nawet gdy łatwiej i wygodniej byłoby tego nie robić. To przyjaciele i znajomi, którzy chcą się spotykać, rozmawiać i wspierać chociaż nie jestem łatwym człowiekiem i nie raz ich zraniłam, narzuciłam im swoją wolę czy zdominowałam w rozmowie i wielkie dzięki im za to. To życzenia urodzinowe, których było w tym roku bardzo wiele a czasem zwykłe dziękuję a czasem zostawienie w spokoju a innym razem uczynienie czegoś wbrew mnie, bo akurat tego naprawdę potrzebowałam.
Dzięki Tobie Boże Wielki za te dary z Twojej ręki :-)

piątek, 15 maja 2015

Człowiek jednak istotą nierozsądną jest

Szczerze się zastanawiam czy wrócić do pisania bloga, bo w sumie wolę się przed kimś wygadać czy napisać wiadomość na czacie wiedząc, że druga osoba najpewniej odpisze niż pisać wiedząc, że do niewielu dotrze a jeszcze mniej odpisze albo i nikt i to zajmuje czas, a z drugiej strony pisanie zmusza do poskładania myśli i łatwiej do tego wrócić niż odtworzyć w głowie wydarzenia czy dialog z rozmowy a z trzeciej jeszcze strony teksty dotychczas ocierały się o ekshibicjonizm myśli, uczuć i przekonań.
          W każdym razie przechodząc do tematu ostatnio w moim życiu dużo się wydarzyło. Dwie trudne sytuacje, które mogły skończyć się bardzo źle. Przeszłość- niechciany szczególnie gość. Odejścia i powroty. Spotkania, rozmowy w tym szczególne 2, co to miały trwać 5-15 minut( w każdym razie miały być krótkie) a trwały znacznie dłużej a ich znaczenie jest bezcenne. Rozpady i składanie się na nowo. Niespodziewana pomoc i potem pomaganie innym. Trudne decyzje.
           Nie powiem ostatnio przeżywałam bardzo trudny dla mnie czas i wiele spraw, przekonań i relacji stanęło pod znakiem zapytania. Jednak w pewnym momencie dzięki podjęciu ryzyka, szczerości i otwartości oraz życzliwości innych zaczęło się to wszystko prostować i jakoś układać.
Można by powiedzieć, że od kilku dni jestem tak po prostu, zwyczajnie szczęśliwa i wdzięczna za to, co się dzieje. Można by się tylko cieszyć. Jednak..Jakoś tak... Nie wiem, może po prostu nie potrafię być szczęśliwa, bo czasem bez powodu robi mi się smutno i  to jakoś dziwnie wtedy, kiedy ktoś pyta jak mija mi dzień czy jak się czuje i po tym jak stwierdzam, że jest dobrze i w sumie jestem szczęśliwa to pojawia się smutek  i jakoś tak w ogóle bardzo mocno martwię się o znajomych lub o przyszłość, która wiąże się z kilkoma ważnymi zmianami.
             Chciałabym być szczęśliwa, poczuwać się do odpowiedzialności za to, na co mam wpływ i nie czuć tej odpowiedzialności za to, co od mnie nie zależy, za życie innych, bo mam ograniczony lub żaden wpływ a mimo to jakoś tak się dzieje czy ja to sprawiam, że niejasny smutek zaburza szczęście, potrafię zrzucić odpowiedzialność na innych gdy sama powinnam ją ponieść a czuć się odpowiedzialną za coś, na co kompletnie nie mam wpływu lub tylko minimalny czy rzucać się z motyką na słońce zamiast wprowadzać powoli zmiany tam, gdzie się da. W każdym razie zaczęłam pewną podróż i czuję, że nie ma innej możliwości niż ta, że moje życie się zmieni i mam nadzieję, że na lepsze.