Drodzy czytelnicy!
Bardzo przepraszam jeśli ktoś czyta moje wpisy regularnie, że trochę czasu nic nowego nie zamieściłam. Regularne pisanie sprawia mi trochę trudności a brak komentarzy powoduje, że jest to troszkę trudniejsze.
Chciałabym się w tym poście podzielić jednym z moich odkryć, które dokonałam już dość dawno, ale łatwo o nim zapomnieć więc jest w jakimś sensie także nowym odkryciem, bo doświadczyłam tego także wczoraj. Odkryłam bowiem albo też przekonałam się, że jest różnica między przeżywaniem czegoś z Panem Bogiem a przeżywaniem tego samego bez Pana Boga a także, że inaczej jest gdy oddaje się Mu to, co trudne, bolesne niż gdy się to wspomina jako coś, co nam się nie podoba i powinno nie mieć miejsca. Dobrze jest Najlepszemu Ojcu ofiarować dzień i żyć w poczuciu wdzięczności za to, co się dzieje i za tych ludzi, których spotykamy każdego dnia.
Taka postawa wdzięczności i zaufania Panu Bogu jest trudna, bo często wolimy żyć po swojemu i mamy własną koncepcję tego, co może nas spotkać a co nie. Poza tym jest we mnie i także pewnie w wielu z Was tendencja do zapominania o tym. Łapię się sama często na tym, że co prawda ofiarowuje Panu Bogu całe życie i wszystko, co się na nie składa, ale potem przez cały niemal dzień o Nim nie myślę i już z pewnością gdy spotyka nas coś nieprzyjemnego raczej będę roztrząsać swoją złość czy niezadowolenie lub zastanawiać się, dlaczego powiedziałam coś, co zaczęło niemiłą dyskusję czy doprowadziło do trudnej sytuacji. Na szczęście bywało do tej pory tak, że zdarzało mi się pod wpływem jakieś dobrej myśli, do której doszłam, czyjegoś dobrego słowa czy przeczytanego artykułu lub książki oddać Mu wszystko, co mnie spotkało łącznie z tym, co trudne i niechciane.Czegoś takiego właśnie doświadczyłam wczoraj.
Dzień wcześniej przeczytałam Słowo na dzień wczorajszy i pod Jego wpływem przed rozpoczęciem porannej mszy powiedziałam Bogu, że ofiaruje Mu ten dzień i chce by błogosławił szczególnie ludzi, którzy są dla mnie trudni. Następnie już po mszy poszłam na swój wydział by zapoznać się jeszcze z częścią materiału na egzamin i napisałam ten egzamin. Następnie poświęciłam czas na załatwienie spraw na mieście a w międzyczasie także porozmawiałam z Bogiem i powrót do domu.Potem już przez resztę dnia głównie przeglądała rózne miejsca w sieci, ogarnęłam troszkę bardziej swój pokój i zrobiłam porządki w kuchni.To byl niby taki zwyczajny dzień niczym nie różniący się od wielu innych a jednak był w jakiś sposób wyjątkowy, ponieważ wczesnym wieczorem jak jeszcze raz bylam na mieście zdałam sobie sprawę, że jest we mnie jakaś taka nie do końca wiadomo skąd radość z tego dnia, którą nie mógl do końca tłumaczyć fakt, że dobrze poszedł mi egzamin i spotkałam dobrą znajomą, z którą miło mi się rozmawiało i pojawiło się pragnienie by podziękować Bogu za ten dzień i trudne wydarzenia, które mi pomogły wzrosnąć duchowo.Warto oddawać Bogu siebie i swoje życie oraz spotykamnych ludzi, ponieważ jeśli się to zrobi z serca to Bóg sprawi, że życie będzie piękniejsze i lepsze, co nie oznacza, że nie będzie pozbawione cierpienia i nie trzeba będzie trzeba zmieniać swojego sposobu patrzenia na Boga, innych ludzi, siebie, swoje zycie i to, co nas otacza ani, że nie trzeba będzie rezygnować z niektórych swoich przyzwyczajeń i poglądów. Na pewno jednak takie życie przeżywane z Nim będzie miało więcej sensu i zaczniemy stopniowo inaczej patrzeć na to, co przyniesie nam życie.
No tak, łatwo o tym zapomnieć kiedy człowieka pochłonie codzienność.
OdpowiedzUsuńI tak jest też z trudną przeszłością. Jeśli ktoś nas zranił, to póki nie powierzymy tego cierpienia Bogu, dopóki nie będziemy się podlić o dar przebaczenia, to będzie nas to prześladowało i niszczyło. Ja sama przez długi czas nie mogłam zrozumieć dlaczego tak a nie inaczej potoczyły się pewne sprawy. Po 2 latach mogę śmiało powiedzieć, że tak miało być. Nauczyłam się dzięki temu dużo o sobie, z perspektywy czasu widzę, że Bóg mnie ochronił przed złymi wyborami. I choć nadal mnie to boli, a rana nie do końca się zabliźniła, to wiem że kluczem do wyrwania się z tej pułapki jest wybaczenie sobie samej i nieustanna modlitwa o wyciągnięcie wniosków i zamknięcie tego rozdziału.
Życzę Ci dobrych ludzi na Twojej drodze.
Aż mnie zainspirowałaś do napisania u mnie posta... :)
Pozdrawiam! <><
modlić o dar przebaczenia (a nie podlić ;) ) *
UsuńBardzo mi miło, że mój dość dawny już wpis zainspirował Ciebie do napisania nowego posta na Twoim blogu. Życzę powodzenia w pisaniu i rozwijaniu się w wszystkich sferach życia.
Usuń