niedziela, 2 czerwca 2013

Lekcja szacunku i miłości

Wczoraj był dla mnie długi a jednocześnie krótki dzień. Dzień pełen emocji tak tych, które lubię jak i tych, których nie lubię i najchętniej pozbyłabym się ich z mojego życia.Dzień, w którym mogłam doświadczyć tego, co we mnie dobre, mocne i pożyteczne i tego, co słabe, złe i w najlepszym wypadku mało pożyteczne.Był to zatem czas, gdy Życie dawało mi lekcję szacunku do siebie i miłości do siebie i innych.
Początek tego dnia był taki, że wstałam z trudem i dość późno w czym objawiła się skłonność do kładzenia się późno i wstawania późno- więc też moje lenistwo, brak zorganizowania tak do końca i problem z troską o siebie.
    Potem był dość ciekawy czas, ponieważ byłam na warsztatach z robienia latawców. Tu miało okazję ujawnić się całkiem sporo moich cech- tych lepszych i gorszych- moja ciekawość,wytrwałość, odwaga w podejmowaniu nowych wyznań, życzliwość dla innych i potrzeba odwdzięczenia się za pomoc. Z drugie strony objawiła się moja bezradność w radzeniu sobie z narzędziami i robotach manualnych, niechęć do tego by ktoś zobaczył, że z czymś sobie nie radzę, niepokój o to jak będą widzieć efekty mojej pracy innych czy niecierpliwość i skłonność do poddawania się gdy przychodzą trudności w czymś, co uważam i tak za coś,w  czym nie idzie i tak mi najlepiej. Była też w tym wszystkim radość ze spróbowania czegoś nowego i spędzenia czasu z fajnymi ludźmi.
     W  środku tego dnia był też czas na odpoczynek przy dobrej muzyce, czas pracy, obiad. Pod wieczór był też czas spotkania z Bogiem i okazja do posłuchania rzeczy ważnych, wartościowych, o których rzadko pamiętamy a szkoda lub w to nie wierzymy. To był czas uczenia się pokory, ale też miłości tak do Boga jak do siebie i innych, bo myślę, że tak mŻzna nazwać pewną trudność by usłyszeć to, o czym była mowa a nie to, co się chciało czy ,co się narzucało z uwagi na własne doświadczenia, przyjąć prawdę tam zawartą i czuć się zaproszonym by zrobić  krok do przodu. Ważne było też by cały czas pamiętać, że w tym wszystkim kryje się troska i życzliwość i miłość Boga i tego ojca jezuity a nie wytykanie błędów czy problemów lub słabości.
Jednak jak się okazało największą lekcją szacunku i miłości do siebie i do innych była późniejsza sytuacja, która na pozór była błaha, ale niosło spory ładunek emocji i dotknęło ważnych dla mnie kwestii. Otóż trochę czasu spędziłam w gronie znajomych oglądając reportaże z odbywających się corocznie od kilkunastu lat Jezuickich Dni Młodzieży by przypomnieć sobie, o co tam chodzi, zachęcić innych i zobaczyć jak to było kiedyś. Był to bardzo miły czas, bo było sporo humorystycznych scen, a herbata i kanapka do tego była miłym dodatkiem. Mogłam nawet czuć się potrzebną i czerpać z tego satysfakcję, bo były małe problemy z włączeniem nagrań z JDM-ów i mogłam pomóc przy ich włączaniu. Później zaś pojawiły się pewne schody. Otóż chciałam się umówić na spotkanie, co spotkało się z niemiłą dla mnie reakcją czy złośliwością z powodu terminu i ewentualnych motywów przy wyborze tej daty. Nie było to niby nic wielkiego, bo to była drobna prośba, a wiele czynników mogło zadecydować o tym, że spotkała się z taką reakcją i była ona wyjątkiem od reguły a nie czymś, co się powtarza regularnie. Mogłam się przy tym uczyć właśnie szacunku i zrozumienia, że można mieć gorszy dzień czy źle zrozumieć czyjeś motywacje. Mogłam także uczyć się szacunku dla swoich uczuć i ich różnorodności. Była to też szansa na uczenie się dystansu do uczuć, samej siebie i sytuacji w życiu, bo nie było powodu by to roztrząsać i się nakręcać przez całą drogę do domu i już w domu.
          Była to wreszcie lekcja miłości, ponieważ to wszystko, czego mogłam się nauczyć z tej sytuacji to niektóre składniki miłości. Z pewnością miłość wymaga troski o drugą osobę i siebie, rozumienia a przynajmniej tego próba, dlaczego ktoś czuje pewne uczucia czy zachowuje się w pewien sposób i zgoda, że tak można się właśnie czuć i postępować. Miłością też jest według mnie nazwanie swoich uczuć, zgoda na ich obecność w mym życiu i zaakceptowanie siebie z nimi i inną osobę z nimi zamiast oskarżania się czy poczucia winy, że się pojawiły i patrzenia na kogoś  tylko przez pryzmat danej sytuacji i uczuć i rozpamiętywania tego tylko po to by się nakręcić i odpłacić nawet jeśli nie było to zrobione specjalnie.
    Była to dla mnie ważna lekcja więc koniec końców cieszę się mimo wszystko, że miała ona miejsce, bo pokazała mi pewną prawdę o mnie i kilku osobach, które znam i wiele mogę się jeszcze z niej nauczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz