Dziś podczas kazania padły dwa moim zdanie ważne zdania, które już kiedyś słyszałam, ale warto je sobie od czasu do czasu przypominać, ponieważ łatwo o tym zapomnieć. Ojciec jezuita, który głosił wtedy kazania powoływał się na jakiegoś człowieka, który stwierdził, że ludzie bardzo łatwo przyjmują za prawdę, że życie jest przemijaniem. Natomiast bardzo trudno jest ludziom przyjąć, że życie jest czasem nieustannego rozwoju. Każda sytuacja, wydarzenie, spotkanie czy rozmowa zarówno ta, która jest przyjemna, wypełniona radością czy też ta, która stanowi jakiś dramat, jest trudna czy bolesna. Każda z nich może służyć naszemu rozwojowi pod warunkiem, że się na nie zgodzimy oraz, że zawierzymy swoje życie Panu Bogu.
Zaufanie Bogu jest trudne, ponieważ my często w miejsce Boga umieszczamy na pierwszym miejscu nas samych, nasze relacje z innymi ludźmi, innych ludzi czy też różne rzeczy. Stawiając na miejsce Boga kogoś lub coś, co Bogiem nie jest wcześniej lub później przychodzi rozczarowanie i pokładana w nich nadzieja okazuje się zawodna. Oddajmy więc to wszystko, co nas spotyka, czym żyjemy, co jest dla nas ważne: nasze plany, aspiracje,emocje, innych ludzi czy wydarzenia Bogu nie po to by je nam zabrał, bo chcemy się ich pozbyć za wszelką cenę, ale by to przemienił tak by nam posłużyły do wzrostu. Chciejmy ty mój drogi czytelniku a także ja i każdy inny niż Ty gość na tej stronie by Bóg stopniowo "burzył" nasze nadzieje, abyśmy dzięki uciskom uczyli się coraz bardziej pokładać nadzieję w Bogu, bo tylko nadzieja, która wypływa z faktu, że Trójca Święta w nas zamieszkała i nieustannie nas kocha nie może nas zawieść.
Nie przemijanie, a rozwój... Podoba mi się ta myśl ;)
OdpowiedzUsuń