W ostatni weekend byłam w Toruniu. To był bardzo dobry, ale też lekko zwariowany czas i bardzo z niego się cieszę. Dla mnie była to pewna kwintesencja dobrze przeżytego czasu ponieważ otrzymałam coś dobrego zarówno dla duszy, ducha jak i dla ciała.Wszystko zaczęło się w piątek wieczorem. Na początek ponieważ kościół akademicki Świętego Ducha i działające przy nim DA "Studnia" jest dla mnie miejscem szczególnym na mapie Torunia idąc do siostry, gdzie spałam trochę zboczyłam i przeszłam obok tego kościoła, gdzie spotkało mnie ciepłe przyjęcie tak ze strony ludzi z DA, z którymi spędziłam trochę czasu jak i od gospodarzy tego miejsca, czyli drogich Ojców Jezuitów, którzy zawsze przyjmują mnie jak miłego gościa i to było coś dla ducha. Potem czekała mnie niespodzianka w postaci książki kucharskiej od mojej siostry i jej przyjaciółki. Na dobre zakończenie dnia zaś zostałam "porwana" na przepyszną kolację przez bliską memu sercu Elę by na zakończenie dostać 3 piękne róże a jakby tego było mało to po powrocie do domu dostałam smsa z informacją, że moja przyjaciółka przyjechała do Torunia, co było bardzo dobrą informacją i tak i mój duch i moje ciało dostały piękne prezenty tak na powitanie.
Kolejny dzień zaczęłam od dostarczenia strawy dla duszy ponieważ poszłam na mszę z nauką rekolekcyjną przed Świętem Zesłania Ducha Świętego. Przed mszą i tuż po mszy czekała mnie strawa dla ducha w postaci rozmów z życzliwymi i mniej lub bardziej bliskimi memu sercu ludźmi. Potem był krótki czas na wytchnienie. I kolejne miłe spotkania- najpierw z przyjaciółką, której już nie widziałam prawie 1,5 roku więc było to bardzo cenne spotkanie a potem z kilkoma ludźmi z DA przy lodach a radość ze spotkania urosła dzięki bardzo symbolicznemu prezentowi w postaci krzyża i pomocników w rozwoju duchowym. Po tym zaplanowanym spotkaniu czekał mnie jeszcze koncert uwielbienia, w międzyczasie miłe rozmowy ze znajomymi, którzy przyszli by go posłuchać i z moim dawnym duszpasterzem akademickim, któremu bardzo wiele zawdzięczam a jako zwieńczenie pięknej soboty była msza w toruńskiej katedrze, pieśni po mszy i powrót w towarzystwie bardzo, ale to bardzo życzliwych mi osób.
Natomiast niedziela dała mi sporo dobra w postaci porannej mszy świętej, dobremu spotkaniu z moją rodziną, radości pewnego przechodnia, kilkunastu minutom pożegnalnym na rynku staromiejskim i krótkiej rozmowie z dawnym duszpasterzem i w na koniec dnia w radości z tego, że bliska mi osoba z Gdyni nie musiała wracać sama z dworca.
Jestem wdzięczna Bogu i tym wszystkim ludziom z Torunia za ten czas, za wszystkie rozmowy, spotkania, prezenty mniejsze i większe i te materialne i te duchowe i te w postaci choćby uśmiechu. Bardzo dobrze jest wracać do miejsca, w którym można czuć się jak u siebie, gdzie można spodziewać się ciepłego powitania i w którym niejedno się przeżyło. Myślę, że Toruń jest takim miejscem, które będzie zajmować szczególne miejsce w mym sercu, do którego będę chętnie wracać i o którym będę z radością nie raz opowiadać.
Był to też czas szczególny ponieważ uświadomiłam sobie, że Toruń i DA "Studnia" to moje miejsce, to coś i to ludzie, do których chętnie wracam i którzy wiele dla mnie znaczą i to wiedziałam już wcześniej, ale odkryłam, że jestem tam gościem, że to miejsce, do którego się wraca, ale to nie jest mój dom ani moje miejsce na teraz. Teraz tym miejscem i domem jest Gdynia, DA "Ster", wspólnota WŻCh i kilka osób z Trójmiasta.Ten czas teraz i to wszystko, co się ostatnio działo w DA " Ster" mi top bardzo mocno pokazało. :-) Cieszę się, że tu, gdzie teraz mieszkam i żyję mam miejsce, do którego mogę z radością wracać i gdzie mogę liczyć na życzliwe przyjęcie mimo że a może właśnie dlatego, że ostatnio przeszliśmy niełatwe chwilę. Bardzo dobrze, że jest DA "Ster" i że ma ono bardzo życzliwego i otwartego na Ducha Świętego duszpasterza w osobie ojca Czesława.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz