sobota, 4 maja 2013

Zdecydować się mimo wątpliwości i przekroczyć siebie

Weekend majowy spędziłam  w Suchej na Pomorzu i w okolicy na terenie Borów Tucholskich. Wraz z kilkoma znajomymi poznawaliśmy tamtejsze rejony Polski jeżdżąc na rowerze. Dla mnie osobiście było to spore wyzwanie, ponieważ jeszcze nigdy nie byłam na tak długim rajdzie rowerowym a ludzie, z ktorymi byłam to już doświadczeni rowerzyści więc nie mogło być mowy o kilkunastokilometrowym trasach, ale kilkudziesięciokilometrowych. Nie zawsze było mi łatwo- były trudne momenty podczas jazdy po piaszczystych drogach czy choćby gdy trafiały się większe zniesienia, ale dałam radę. Szybko leciał czas i nadszedł ostatni dzień. Część osób zdecydowała się wrócić dziś a jak myślałam 2 a w końcu trzy oprócz mnie osoby postanowiły wrócić wczoraj na rowerach wraz ze wszystkimi bagażami z Suchej na Pomorzu do Torunia.Ja na początku nie chciałam wracać z nimi, ponieważ wiem, że 2 z nich to przyjaciółki a rzadko się widzą więc to dobry czas dla nich by podzielić się ze sobą różnymi wieściami. Poza tym bałam się jechać wraz ze wszystkimi bagażami na rowerze, bo nie mam super kondycji. Jednak gdy dzien wcześniej wieczorem doszło do ustalania planu dnia i kto kiedy i jak wraca jedna z nich uznała, że mogę z nimi wracać jeśli będzie mi tak wygodnie i że nie będę im przeszkadzać choć wiedziała, że mam slabszą niż one kondycję.Powiedzialy też, że jak będzie ciężko to odwiozą mnie na stację lub podpowiedzą jak się tam dostać.
             Postanowilam więc po krótkim namyślę, że spróbuję dojechać z nimi na rowerze i zobaczę po drodze jak mi się będzie jechać. I okazało się to świetnym pomysłem. Okazało się bowiem, że przekroczyłam siebie a przynajmniej te ograniczenia, które wydawało mi się, że mam. W końcu niepotrzebny okazał się pociąg a pogoda była cudowna i ta podróż dostarczyła mi mnóstwo radości.W prawdzie plecy mnie do tej pory trochę bolą, i dokuczają mi trochę nogi i tyłek od niewygodnego siodełka to wcale nie żałuję, że się zdecydowałam z nimi wracać. Po drodze nie było caly czas lekko i nie jedno wzniesienie było sporym wyzwaniem dla mnie zwłaszcza, że przerzutki nie działały do końca jak powinny, ale dotarcie do celu i niezapomniane widoki i wzajemne wsparcie sprawiły, że jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z mojej decyzji. Znowu okazało się, że stać mnie na więcej niż mógłby wskazywać brak wiekszego doświadczenia w jeździe na rowerze czy moje codzienne doświadczenie moich ograniczeń fizycznych. Nie mogę także wątpić po słowach jednej z współtowrzyszek tej wyprawy, że stać mnie kondycyjnie na dłuższą wyprawę rowerowa, w której jeździ się zazwyczaj z pełnymi sakwami. Warto czasem zaryzykować by przekonac się, że stać nas więcej niż myślimy, że jest w granicach naszych możliwości i że starczy nam sił nie tylko by osiągnąć jakiś cel, ale także by móc się zachwycać tym, co towarzyszy dążeniu do celu i nie upaść zupełnie z sił.choć myślimy, że to jest malo realne lub w ogóle niemożliwe do osiągnięcia.
       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz